Hoodia Gordonii – koniec problemów z nadwagą?

Hoodia Gordonii – koniec problemów z nadwagą?

Z pewnym zdziwieniem przeczytałam ostatnio na stronie Mary Shomon (polecam ją osobom chcącym być w miarę na bieżąco z wszystkimi tarczycowymi nowinkami), że poleca ona Hoodię Gordonii jako rozwiązanie przynajmniej części problemów związanych z nadwagą. Wiadomo: w niedoczynności tarczycy to jeden z tych objawów, które znacząco wpływają na samopoczucie i wygląd (obniżając samoocenę, a zamiast do walki skłaniając do poddania się chorobie i towarzyszącym jej dolegliwościom). Dodatkowo jest to jeden z tych objawów, z którymi naprawdę trudno się uporać. Zapanowanie nad metabolizmem i pozbycie się zbędnych kilogramów u chorych na niedoczynność tarczycy wydaje się graniczyć z cudem, ale może wcale tak nie jest? Może rzeczywiście Hoodia jest jakimś rozwiązaniem?

Słyszeliście o niej? Jeśli nie – poniżej garść informacji.

Podstawowe dane o Hoodii

Roślinka ta rośnie w jednym miejscu na świecie – na pustyni Kalahari w Afryce Południowej. Tubylcy od wieków wykorzystują ją jako supresant łaknienia i pragnienia (swego rodzaju poskramiacz) w trakcie długich i wyczerpujących wędrówek w warunkach braku dostępu do wody i pożywienia. Od pewnego czasu Hoodia jest prawdziwym suplementacyjnym hitem -  jej kariera rozpoczęła się w Stanach, oczywiście w związku z bardzo entuzjastycznymi doniesieniami o tym, że stosując Hoodię można s’hood’nąć nawet dwa do trzech kilogramów tygodniowo i to bez żadnej dietetycznej męki. Takie działanie ma się nijak do zdrowego odchudzania, ale jeśli Hoodia faktycznie poskramia apetyt można sobie wyraźnie pomóc. Pytanie czy poskramia?

Działanie

Wyniki badań nad Hoodią nie są jednoznaczne. Wyodrębniono z niej co prawda enzym odpowiadający za oszukiwanie organizmu i „dawanie mu” złudnego poczucia sytości, ale kwestia jego działania wciąż wzbudza wiele kontrowersji w środowiskach naukowych, a z konkluzji, które najczęściej pojawiają się w podsumowaniach badań wynika, że „Hoodia wymaga kolejnych badań”. Wróćmy jednak do enzymu – enzym ten, oznaczony symbolem P57, działa następująco (tu przetłumaczony przeze mnie cytat z wywiadu udzielonego BBC przez doktora Richarda Dixeya specjalisty Phytopharm – firmy starającej się zsyntetyzować P57):

W mózgu znajduje się specyficzny obszar zwany podwzgórzem. W tej części mózgu są komórki nerwowe czułe na glukozę. Gdy jemy ilość cukru (i glukozy) we krwi wzrasta, a komórki nerwowe w podwzgórzu zaczynają „płonąć” dzięki czemu po pewnym czasie zaczynamy odczuwać sytość. Hoodia Gordonii zawiera molekuły, które są około 10 tys. razy aktywniejsze od glukozy. Gdy molekuły te dostaną się do podwzgórza sprawiają, że komórki nerwowe zaczynają „płonąć” w ten sam sposób jak wtedy, gdy jesteśmy syci. Dzieje się tak bez jedzenia, którego wcale nie chce się w związku z tym spożywać.

Z góry przepraszam za jakość tłumaczenia, oddałam sens i istotę wypowiedzi, ze stylem mogło być gorzej .

Jeśli chodzi o skutki uboczne nie ma takowych. Przynajmniej ich nie zanotowano.

Podstawowe pytanie: czy warto?

Hoodia jest diabelnie droga, jest rośliną chronioną i pozyskanie jej do najtańszych nie należy. To dlatego farmaceuci starają się zsyntetyzować P57 – dzięki temu suplementacja może byłaby dostępniejsza, z drugiej strony… w ten sposób suplementacja straciłaby swą naturalność, a fakt, iż Hoodia jest czymś naturalnym przemawia (moim zdaniem) na jej korzyść.

Wiadomo jednak, że w przypadku niedoczynności tarczycy to nie nadmierny apetyt jest problemem. Problemem jest tempo przemian metabolicznych. Czy w takim razie stosowanie Hoodii ma sens czy nie ma?

Myślę sobie tak:

w zasadzie nie ma, bo przecież muszę pracować nad poprawą metabolizmu, czyli również jeść bardzo regularnie i starać się dobrze komponować dietę, ale…

jednak ma, bo mam napady obżarstwa, zwłaszcza wtedy, gdy mój nastrój leci na łeb na szyję, albo czuję się wymęczona i chce mi się spać – wtedy jem coś dla pobudzenia, a przy okazji pakuję w siebie zbędne kalorie rozpychając przy tym żołądek…ale…

raczej nie ma bo powinnam nad tymi zjawiskami zapanować jakoś inaczej, tyle że stała samokontrola i ciągłe ograniczanie się wbrew sobie (żołądkowi / organizmowi) wywołują kolejne frustracje, więc może jednak…

Reasumując nie mam zdania. Internetowe guru do spraw tarczycy tj. Mary Shomon Hoodię poleca. A co Wy sądzicie na ten temat?

Na koniec jeszcze zestawienie kilku dostępnych i u nas suplementów na bazie Hoodii:

Hoodia Gordonii Plus

Jedna dawka (2 kapsułki) zawiera 400mg wyciągu z Hoodii, Garcinię Cambogię – wyciąg w ilości 50mg, 250 mg magnezu i 50 mg ekstraktu z zielonej herbaty. Cena ok. 149 PLN za miesiąc suplementacji.

Hoodiadrene

To już bardzo złożony suplement z witaminami (C, B6), magnezem, zieloną herbatą, ekstraktem z kakao, L-Tyrozyną, imbirem, metioniną i 400 mg wyciągu z Hoodii. Cena ok. 174 PLN za miesiąc suplementacji, ale tu zaleca się mega dawkę 6 kapsułek, wyliczyłam koszt dla 5 kapsułek, na stronie sklepu jest zastrzeżenie, że dawkę można dowolnie zmniejszać w zależności od reakcji organizmu.

Hoodia Balance

Zdecydowanie (chyba) najtańsza opcja – wychodzi ok. 112 PLN za miesiąc suplementacji. W składzie kapsułek sama Hoodia w ilości 750 mg.

Hoodia Chaser

To suplement w płynie, nie wiem ile mg Hoodii jest w jednej kropli (:-)), na stronie napisano, że zawiera (w domyśle porcja czyli zdaje się dzienna dawka) 400 mg wyciągu z Hoodii. Jeśli 60 ml wystarczy na miesiąc to ten suplement byłby najtańszy, bo kosztuje ok. 83 PLN.

reklama

Artykuły

www.klubodchudzania.pl www.antykoncepcja.net www.astmaoskrzelowa.pl